Szkoła Kantorów na Wysokiej

16 - 18 listopada 2012

W jeden z jesiennych, listopadowych weekendów renesansowy dwór na Wysokiej ożywił się obecnością ponad 20 śpiewających w każdym jego koncie kantorów. Gospodarz miejsca – doświadczony śpiewak i lutnista Antoni Pilch – zaprosił młodych muzyków pod swój dach, żeby przybliżyć im pieśni naszych korzeni – utwory Mikołaja Gomółki, Cypriana Bazylika, Wacława z Szamotuł, pieśni z Kancjonału Brzeskiego.

W piątkowy wieczór kantorzy zaczęli się zjeżdżać od godziny 18. Stopniowo zajmowali sale dworu i położonej nieopodal drewnianej, dwuizbowej szkoły. Między nogami gości pomykał szaro-bury kot Ryś, trochę zaniepokojony zaistniałą, burzącą jego stały rytm dnia sytuacją. Gospodarz dworu pouczał męską część gości jak palić w kominkach i piecach, kiedy nie będzie go na miejscu, a w tym samym czasie kobiety zajęły się przygotowywaniem wieczornego posiłku. Kiedy wszyscy zasiedli do stołu, ojciec Tomasz Rojek rozpoczął nieszporowe „Boże, wejrzyj ku wspomożeniu memu...”, a kantorzy, podzieleni na dwa chóry, śpiewali psalmy w I tonie gregoriańskim – modląc się i jednocześnie ucząc roli kantora we wspólnocie. Kolacja po nieszporach nie miała końca. Po zaspokojeniu pierwszego głodu, Antoni Pilch przyniósł swoją lutnię, powitał biesiadników ciepłym słowem, podkreślając, że „jego dom jest ich Domem” i wprowadził wszystkich w renesansowy świat, przybliżając muzykę XV i XVI wieku.

Można było usłyszeć m.in. Fantazję Luisa de Milan, kilka improwizacji pana Antoniego oraz tajemniczą Czarną Krowę Walentego Bakfarka, której przyczyny powstania nikt dotąd nie poznał.

Pan Antoni nie grał długo, ale wystarczająco pięknie, aby wszystkich wprowadzić w atmosferę dworu na Wysokiej. Wszyscy do późnych godzin nocnych siedzieli przy kominku i napawali się tym gdzie są, śpiewając różne utwory przy stole.  Jak na piątkowy wieczór przystało, szczególnie zabrzmiał Żołtarz, staropolska pieśń żałobna, IX pieśń Jana Kochanowskiego, zaczynająca się od słów: Jezusa Judasz przedał za pieniądze nędzne. 

Następny dzień skupiony był na intensywnej pracy warsztatowej. Tuż po jutrzni i śniadaniu kantorzy, podzieleni na głosy żeńskie i męskie, ćwiczyli  pieśni z dawnych lat. Od ścian dworu na Wysokiej, pamiętających czasy Jana z Czarnolasu, odbijały się dźwięki Królu niebieski i Bądź wiesioła Panno czysta nieznanego autora, Mój wiekuisty Pasterz mię pasie, Boże litościwy i Siedząc po niskich brzegach babilońskiej wody, Gomółki czy Tantum ergo Sacramentum w opracowaniu Marcela Peresa.

 

Centrum dnia była Eucharystia, którą o. Tomasz Rojek odprawił o godz. 15.00. 

A wieczorem, po kolacji i nieszporach, w sali kominkowej, zapalono świece – „bo jak jest ciemno, to wyostrzają się inne zmysły” – podkreślił Gospodarz. Pan Antoni znów przyniósł swój niezwykły instrument.  Tym razem zabrał kantorów w podróż po inspiracjach muzycznych lutnisty. Młodzi muzycy dowiedzieli się od Mistrza o Marco Beasley’u, o zespole l'Arpeggiata, o Pino de Vittorio, tradycyjnym śpiewaku z Neapolu, o tym, że Sting też gra na lutni (http://www.youtube.com/watch?v=55jnH3rqcoU)  i o niezwykłym talencie do improwizacji Keitha Jarreta. Zaśpiewali wspólnie pieśń melancholijnego renesansowego lutnisty Johna Dowlanda Come again, a potem ucieszyli się znajomością tych pieśni, które przez cały dzień ćwiczyli w głosach. Cóż to była za muzyczna uczta!  Na muzyce religijnej nie poprzestano, kantorzy wyciągnęli ludowe instrumenty – bas, bęben, flet, okarynę. Zabrzmiały, polki, oberki, mazurki, które wyrywały do tańca. Zabawa trwała do późnych godzin nocnych, a zakończyła się wspólnym odśpiewaniem Już się zmierzcha Wacława z Szamotuł. 

W niedzielę, po jutrzni i niekończącym się śniadaniu z kawą, o 11.00, wszyscy zgromadzili się na Eucharystii. Panu Bogu zawierzyli Gospodarza Wysokiej i wszystkie swoje ważne sprawy. 

A potem pan Antoni oprowadzał po dworze i okolicy. W bibliotece, gdzie półki z książkami zajmują całe ściany od ziemi, do sufitu,  udało się obejrzeć unikatowe księgozbiory i  wszystkie instrumenty Gospodarza. Okazało się, że z każdym instrumentem związana jest jakaś ciekawa historia, każdy niesie ze sobą wspomnienia. Wraz z jedną z ulubionych lutni pan Antoni  dołączył do Europejskiej Orkiestry Lutnistów, która zebrała się w Wenecji, w Teatrze Olimpijskim, w kwietniu tego roku, pod dyrekcją wielkiego Gian Luca Lastraioli. To było niezwykłe wydarzenie. Inna jest darem od przyjaciół z Ukrainy, jeszcze inna – otrzymanym w spadku zabytkiem... Opowieści snuły się aż do obiadu.

 

Niedzielny poczęstunek, przygotowany przez panią Janinę był ostatnim punktem programu w Wysokiej. Kto tylko mógł, został trochę dłużej, żeby nacieszyć się jeszcze choćby przez chwilę magicznym miejscem i sobą nawzajem. Około godziny 16.00, kiedy zaczęło się zmierzchać, gwar we dworze ucichł, a kot Ryś bezszelestnie wyskoczył na piec w kuchni, aby ogrzać zmęczone szukaniem swojego miejsca łapy.